Zaczęło się od jednej zaległej raty. Potem doszły odsetki, wezwania, telefony z windykacji o różnych porach dnia. Teraz kwota urosła tak, że spłata wszystkiego naraz po prostu nie wchodzi w grę. Znasz to uczucie, gdy kolejne pismo ląduje na kupce, bo nie wiesz, co z nim zrobić.
Pierwsza myśl to często bezsilność. Skoro nie mam z czego oddać całości, to co ja niby mogę. Odbieranie telefonów robi się coraz trudniejsze, a dług w głowie rośnie razem z odsetkami.
Tymczasem jest wyjście, które nie wymaga od Ciebie pieniędzy, których nie masz. Możesz samodzielnie zaproponować wierzycielowi spłatę w ratach, takich, na jakie realnie Cię stać. To Twój ruch, nie jego łaska.
Prośba o raty nie jest desperackim gestem. Przy kredycie, gdy spóźniasz się ze spłatą, prawo daje Ci możliwość wystąpienia o restrukturyzację, czyli zmianę zasad spłaty, a bank ma obowiązek poinformować Cię, że możesz taki wniosek złożyć. Warto z tego skorzystać, zanim dług urośnie jeszcze bardziej.


