Telefon używany, ale prawie nowy, w dobrej cenie. Sprzedająca z ogłoszenia odpisuje szybko i prosi o przelew, bo „tak będzie najprościej”. Przelew idzie. Paczka nie przychodzi, a konto sprzedającej znika z serwisu.
Wstyd, złość i pytanie, czy w ogóle warto z tym gdzieś iść. Przecież „i tak nic nie zrobią”.
Tymczasem pieniądze nieraz jeszcze leżą na koncie, na które je wysłano. Prokurator może je zablokować, a policja ustalić, do kogo należy konto. Muszą się jednak o sprawie dowiedzieć, i to szybko.
Wystarczy jedno rzeczowe pismo: co się stało, kiedy, ile stracono i dokąd poszły pieniądze.


