Ktoś wjechał Ci w tył auta na światłach. Wina sprawcy jest oczywista, zgłaszasz szkodę i czekasz.
Po kilku tygodniach przychodzi decyzja. Ubezpieczyciel wycenił naprawę na 4 tysiące, a warsztat chce 9. Albo uznał szkodę całkowitą i za wrak liczy więcej, niż ktokolwiek chce zapłacić.
Dzwonisz na infolinię, słyszysz, że „tak wyszło z systemu”, i nie wiesz, co dalej.
Dalej jest pismo. Na piśmie ubezpieczyciel musi odpowiedzieć w terminie i wyjaśnić, skąd wziął swoje liczby.


