Tramwaj, poranek, kontrola biletów. Sięgasz po kartę miejską, a jej nie ma. Została w drugim portfelu, choć bilet miesięczny jest na niej ważny jeszcze dwa tygodnie.
Kontroler nie chce słuchać. Wypisuje wezwanie do zapłaty na kilkaset złotych, czyli to, co wszyscy nazywają mandatem. Ludzie w wagonie patrzą.
W domu karta leży na stole. Bilet był, tylko nie przy Tobie. Prawo przewozowe przewiduje właśnie taką sytuację: jeśli pokażesz przewoźnikowi ważny bilet w ciągu 7 dni od przejazdu, przewoźnik umarza opłatę, czyli ją anuluje.
Trzeba tylko zmieścić się w tych 7 dniach. Najpewniej jest pokazać bilet osobiście w punkcie obsługi, a pismem zostawić ślad na papierze.


